Tak, segregacja śmieci ma absolutny sens, ponieważ pozwala odzyskać cenne surowce, drastycznie zmniejsza masę odpadów gnijących na wysypiskach i odciąża budżety gmin z potężnych opłat środowiskowych. Twoje odpady, po wyrzuceniu do odpowiednich frakcji, trafiają do wyspecjalizowanych sortowni, gdzie maszyny i ludzie rozdzielają je na czyste materiały gotowe do ponownego przetopienia, zmielenia lub przerobienia na energię cieplną.
Prawda jest zresztą absolutnie taka, że system odpadowy w Polsce działa na granicy wydolności. Widzimy to na co dzień z poziomu firm odbierających surowce z naszych osiedli. Zamiast czystego plastiku i suchej tektury, dostajemy mokrą, zanieczyszczoną breję, która zapycha taśmociągi w instalacjach komunalnych. Sortowanie w domu to nie jest wymysł urzędników, tylko najzwyklejsza konieczność technologiczna. Maszyny w sortowniach są zaawansowane, mają skanery optyczne i separatory balistyczne. Nie radzą sobie jednak z wyciąganiem resztek jedzenia z pogniecionych butelek PET. My musimy wykonać pierwszą, najprostszą pracę u źródła. Wtedy odzysk surowcowy działa bez zacięć.
Dlaczego segregacja śmieci w ogóle ma znaczenie z perspektywy technicznej?
Byłem w zeszłym miesiącu na dużej instalacji przetwarzania odpadów pod Warszawą. Huk maszyn przeplata się tam z zapachem rozkładających się resztek organicznych, które ktoś bezmyślnie wrzucił do pojemnika na papier. Pracownicy stojący przy taśmach kabin sortowniczych ręcznie wyciągają brudne pampersy z frakcji, która z założenia miała być czystą tekturą do papierni. To uświadamia, jak bardzo ludzie psują system od samego początku. Wrzucenie tłustego opakowania po pizzy do niebieskiego worka potrafi zniszczyć całą partię dobrej celulozy. Papiernia po prostu odrzuci taki ładunek z powodu zanieczyszczeń biologicznych.
(Nawiasem mówiąc, to całe przerzucanie winy za plastikowy kryzys wyłącznie na konsumentów to potężna ściema wielkich korporacji produkujących żywność. Wypuszczają na rynek tysiące ton opakowań wielomateriałowych, zgrzewają folię z aluminium i papierem, a potem udają, że problem zniknie, jeśli tylko wrzucisz to do żółtego pojemnika. Zwykły zrzut odpowiedzialności na obywatela, podczas gdy z takiej zbitki materiałów w sortowni nie da się wyciągnąć niczego sensownego bez użycia brutalnej chemii. To wymaga zmiany przepisów u samych producentów, a nie tylko naszych nawyków przy koszu pod zlewem).
Kiedy rozdzielamy surowce w domach, dajemy branży odpadowej szansę na ich realne zagospodarowanie. Gospodarka o obiegu zamkniętym (GOZ) opiera się na prostym rachunku ekonomicznym. Tona czystego, wysegregowanego plastiku PET ma określoną wartość na giełdzie surowców wtórnych. Tona brudnych, zmieszanych śmieci kosztuje gminę grube pieniądze za sam fakt przekazania jej do spalenia lub na składowisko. Różnicę w tych kosztach pokrywamy my wszyscy w comiesięcznych rachunkach za wywóz nieczystości. Zdecydowana większość gmin podnosi stawki właśnie dlatego, że nie osiągają wymaganych przez prawo poziomów recyklingu.
Jakie są największe mity o mieszaniu odpadów w śmieciarkach?
Najbardziej irytującym kłamstwem, które regularnie słyszę w rozmowach o odpadach, jest mit jednej śmieciarki. “Po co mam sortować, skoro i tak przyjeżdża jeden wóz i wrzuca wszystko do jednego bębna”. To jest totalna bzdura. Wizualne złudzenie wynika z dwóch faktów, o których mało kto wie. Po pierwsze, nowoczesne pojazdy bez problemu posiadają konstrukcję dwukomorową. Z zewnątrz wygląda to jak jedna wielka ciężarówka, ale w środku przegroda oddziela papier od plastiku. Po drugie, firmy komunalne ustalają harmonogramy tak, że w poniedziałki ten sam samochód zbiera tylko frakcję żółtą, a we wtorki po umyciu jedzie po szkło.
Mieszanie wysegregowanych frakcji to dla firmy odbierającej odpady finansowe samobójstwo. Za dostarczenie na instalację czystego surowca firma płaci ułamek tego, co za oddanie odpadów zmieszanych. Każdy kierowca śmieciarki ma w kabinie system GPS z kamerami. Wrzucenie dobrego, posegregowanego surowca do komory z resztkami zmieszanymi skutkuje natychmiastowymi karami finansowymi od gminy. System ma swoje wady na poziomie logistyki, ale nikt celowo nie niszczy Twojej pracy przy zlewie domowym. To się po prostu nikomu nie opłaca.
Co dokładnie dzieje się z plastikiem i metalem po wyrzuceniu do żółtego worka?
Żółty pojemnik to najbardziej skomplikowany technologicznie strumień w całej branży. Trafia tam dosłownie wszystko: od butelek po wodzie mineralnej, przez puszki po piwie, aż po zafoliowane tacki po mięsie. Kiedy śmieciarka wywala ten ładunek w hali przyjęć sortowni, zaczyna się mechaniczna walka z chaosem. Na początku ładowarka teleskopowa pcha górę żółtych worków do tak zwanego rozrywarki. To wielki stalowy bęben z kolcami, który rwie plastikowe worki, uwalniając ich zawartość na główny taśmociąg.
Następnie materiał wjeżdża do sita bębnowego (trommel). To obracająca się wielka rura z dziurami o różnej średnicy. Frakcja drobna, w tym nakrętki, kapsle i małe kawałki folii, spada na dół. Duże elementy jadą dalej. Wtedy do gry wchodzą separatory optyczne NIR (Near Infrared). To skanery wykorzystujące podczerwień. Skaner rozpoznaje w ułamku sekundy, czy jadący po taśmie przedmiot to butelka PET, polietylen (HDPE) czy polipropylen (PP). Gdy skaner namierzy konkretny rodzaj plastiku, pod taśmą uruchamia się dysza ze sprężonym powietrzem. BUM. Strumień powietrza dosłownie wystrzeliwuje butelkę PET do odpowiedniego boksu poniżej. Maszyny te mają skuteczność na poziomie ponad dziewięćdziesięciu procent.
Z metalami sprawa jest o wiele prostsza. Stalowe puszki po konserwach wyłapuje potężny elektromagnes zawieszony nad taśmą. Aluminium z puszek po napojach nie reaguje na zwykły magnes, więc stosujemy separator wiroprądowy. Urządzenie to wytwarza szybko zmieniające się pole magnetyczne, które indukuje prąd w aluminium i brutalnie odpycha puszkę na osobną taśmę. Zgromadzony w boksach czysty materiał trafia pod prasę belującą. Tworzy się z nich sześciany o wadze kilkuset kilogramów. Taka zgnieciona kostka z butelek PET jedzie do recyklera, gdzie jest myta na gorąco, cięta na drobne płatki (tak zwany płatek PET) i sprzedawana producentom bluz polarowych, taśm pakowych lub nowych butelek.
Gdzie trafia papier z niebieskiego pojemnika i dlaczego nie wolno go tłuścić?
Papier to materiał bardzo wdzięczny, ale skrajnie delikatny z punktu widzenia chemii włókien. Z niebieskiego pojemnika surowiec trafia na sortownię, gdzie pracownicy ręcznie odrzucają największe wtrącenia – foliowe worki, w których ludzie wyrzucili gazety, czy grube okładki z elementami plastiku. Czysta tektura i papier wjeżdżają do prasy, a stamtąd w wielkich belach jadą bezpośrednio do papierni.
W papierni bele trafiają do rozwłókniacza (hydro-pulper). Przypomina to gigantyczny mikser kuchenny wypełniony wodą. Woda z ogromną siłą rozbija strukturę papieru, tworząc gęstą pulpę celulozową. Właśnie na tym etapie pojawia się problem tłustych plam. Włókna celulozy w naturalny sposób łączą się ze sobą wiązaniami wodorowymi. Tłuszcz z pudełka po pizzy czy resztki jedzenia z papierowej torby oblepiają włókna, uniemożliwiając ich ponowne splecenie podczas formowania nowej wstęgi papieru na sicie maszyny papierniczej. Tłuszcz tworzy dziury i osłabia wytrzymałość nowego kartonu. Dlatego brudny papier musi lądować w odpadach zmieszanych, bez wyjątków.
Warto pamiętać, że włókno celulozowe skraca się z każdym cyklem przetwarzania. Papier możemy poddać recyklingowi od pięciu do maksymalnie siedmiu razy. Potem włókna stają się zbyt krótkie, by utworzyć stabilną strukturę i wypłukują się wraz z wodą procesową jako osad ściekowy. Kartony lądują u nas najczęściej w postaci papieru toaletowego, ręczników kuchennych i wytłaczanek do jajek. To zazwyczaj ostatni przystanek w życiu papieru przed jego całkowitym rozpadem.
Jak działa recykling szkła z zielonego kontenera?
Szkło to absolutny król gospodarki o obiegu zamkniętym. Możemy je przetapiać w nieskończoność bez jakiejkolwiek utraty jakości. Zwykła szklana butelka wyrzucona dzisiaj do zielonego pojemnika może wrócić na półkę sklepową za sześćdziesiąt dni jako zupełnie nowy słoik. System zbiórki szkła jest stosunkowo prosty. Śmieciarka przywozi stłuczkę na plac, gdzie ładowarka wrzuca ją do podajnika. Tam silne magnesy wyciągają metalowe nakrętki i kapsle, o których ludzie zapomnieli u siebie w kuchni.
Później szkło przechodzi przez system laserowy. Lasery na taśmie rozpoznają kolor stłuczki i za pomocą sprężonego powietrza oddzielają szkło przezroczyste od brązowego i zielonego. Huty szkła wymagają ścisłego podziału na kolory, aby kontrolować barwę nowej partii produkcyjnej. Oczyszczona stłuczka jedzie do pieca hutniczego. Dodanie stłuczki szklanej do piasku kwarcowego obniża temperaturę topnienia całej mieszanki w piecu o kilkaset stopni Celsjusza. Oszczędności gazu ziemnego w hucie idą w miliony złotych. Zmniejszamy emisję dwutlenku węgla i zużycie surowców naturalnych.
Najgorsze, co można zrobić ze szkłem, to wrzucić do zielonego pojemnika szkło żaroodporne, ceramikę, porcelanę, lustra czy szkło okienne. Te materiały mają zupełnie inną temperaturę topnienia niż zwykłe szkło opakowaniowe. Kawałek ceramicznego kubka, który przetrwa przez sortownię i trafi do pieca hutniczego, nie stopi się. Zostanie uwięziony w nowej butelce jako twardy wtręt. Taka butelka natychmiast pęka na linii rozlewniczej w fabryce napojów, powodując przestoje i straty. Ceramika to cichy zabójca recyklingu szkła.
Co robią kompostownie z odpadami bio z brązowego kosza?
Brązowy worek to frakcja, która budzi ogromne emocje na osiedlach ze względu na zapach, zwłaszcza latem. Odpady biodegradowalne z naszych domów – obierki, resztki warzyw, fusy z kawy, skorupki jaj – trafiają do przemysłowych kompostowni lub biogazowni. Różnica między tymi dwiema instalacjami polega na dostępie tlenu w procesie gnilnym.
W klasycznej kompostowni odpady organiczne układane są w długie pryzmy na betonowych placach. Maszyny zwane przerzucarkami regularnie mieszają ten materiał, napowietrzając go. Bakterie tlenowe i grzyby rozkładają biomasę, generując przy tym ogromne ilości ciepła. Temperatura wewnątrz pryzmy sięga siedemdziesięciu stopni, co skutecznie zabija nasiona chwastów i patogeny. Po kilkunastu tygodniach otrzymujemy ciemny, pachnący ziemią kompost, który rolnicy i urbaniści wykorzystują do nawożenia gleby.
Zupełnie inaczej wygląda to w biogazowni. Tam odpady zamykamy w wielkich, hermetycznych komorach fermentacyjnych bez dostępu powietrza. Bakterie beztlenowe trawią resztki jedzenia, produkując biogaz, w którym dominuje metan. Ten gaz zbieramy i spalamy w silnikach kogeneracyjnych, produkując jednocześnie prąd i ciepło dla pobliskich domów. Masa pofermentacyjna, która zostaje na dnie zbiornika, jest wyśmienitym, płynnym nawozem. Największym wrogiem tego systemu są zwykłe, foliowe worki na śmieci. Ludzie wyrzucają obierki w plastiku do brązowego kosza. Maszyny w biogazowni nie potrafią tego rozerwać bez zabrudzenia frakcji drobnym mikroplastikiem, który potem trafia na pola uprawne. Odpady bio wyrzucamy zawsze luzem albo w torbach z certyfikowanego, w pełni kompostowalnego papieru.
Gdzie ostatecznie lądują odpady zmieszane z czarnego pojemnika?
Czarny pojemnik to smutny finał naszych konsumpcyjnych wyborów. Kiedy wyrzucasz coś do odpadów zmieszanych, to ląduje w instalacjach MBP, czyli zakładach Mechaniczno-Biologicznego Przetwarzania Odpadów. Śmieciarki zrzucają zgniecione, brudne i wilgotne odpady do potężnych bunkrów. Ładowarki wrzucają to na taśmy. System mechaniczny próbuje z tej papki uratować to, co jeszcze nadaje się do odzysku.
Na wielkich sitach bębnowych oddziela się frakcję drobną (poniżej 80 mm). To głównie gnijące resztki jedzenia, piasek, ziemia i drobne śmieci. Ta mokra masa trafia do biologicznej części zakładu, gdzie jest stabilizowana tlenowo przez kilka tygodni pod dachem. Celem nie jest produkcja kompostu – z brudnych śmieci nikt nie zrobi nawozu. Celem jest wysuszenie tej masy i zabicie w niej procesów gnilnych, aby na składowisku nie produkowała agresywnego metanu. Po stabilizacji powstaje tak zwany stabilizat, który niestety w większości ląduje na tradycyjnym wysypisku jako materiał do przysypywania warstw.
Frakcja gruba z sita (powyżej 80 mm) to brudne plastiki, drewno, szmaty i zanieczyszczony papier. Z tego materiału separatory powietrzne wydmuchują lekkie tworzywa sztuczne i papier. Ten palny miks jest rozdrabniany i suszony, tworząc paliwo alternatywne RDF (Refuse Derived Fuel). Kaloryczność RDF-u jest zbliżona do węgla brunatnego. Problem polega na tym, że prawo zabrania palić tym w domowych piecach. Odbiorcami są wyłącznie cementownie, które w potężnych piecach obrotowych w temperaturze ponad dwóch tysięcy stopni bezpiecznie utylizują to paliwo. Reszta balastu z czarnego kosza, której nie da się ani spalić, ani poddać recyklingowi, jedzie na składowisko śmieci, gdzie pozostanie zakopana przez setki lat.
Czy spalarnie śmieci są bezpieczne dla naszego zdrowia?
Brak zgody na budowę nowoczesnych spalarni (Zakładów Termicznego Przekształcania Odpadów) to jeden z najpoważniejszych błędów polskiego planowania przestrzennego. Ludzie protestują, bojąc się rakotwórczych dymów i dioksyn. Tymczasem nowoczesna spalarnia emituje z komina powietrze, które w wielu miastach jest czystsze niż tło z otoczenia zimą. To nie są piece węglowe z lat dziewięćdziesiątych.
Odpady palą się na specjalnym ruszcie, a temperatura w komorze dopalania musi prawnie wynosić powyżej 850 stopni Celsjusza przez minimum dwie sekundy. W takich warunkach dioksyny i furany ulegają całkowitemu zniszczeniu. Prawdziwa magia dzieje się jednak za piecem. Prawie połowa kubatury całego zakładu to systemy oczyszczania spalin. Używa się filtrów workowych z węglem aktywnym, wtrysku mocznika do redukcji tlenków azotu i mleczka wapiennego do neutralizacji kwaśnych gazów. Emisje są monitorowane online przez Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska. Przekroczenie norm natychmiast odcina zasilanie i zatrzymuje zakład. Zamiast zakopywać brudne resztki na śmierdzących wysypiskach, zamieniamy je w ciepło dla miejskiej sieci ciepłowniczej i prąd do gniazdek.
Jakie najczęstsze błędy niszczą cały proces sortowania?
Zamiast wczytywać się w zawiłe regulaminy gmin, spójrzmy na twarde dane z taśm sortowniczych. Błędy, które popełniamy w domach, kosztują system miliony złotych z powodu awarii maszyn i odrzuconych transportów. Poniższe zestawienie pokazuje, co robimy źle i jak powinniśmy to natychmiast skorygować na robocie w kuchni.
| Najczęstszy Błąd | Skutek na Sortowni / W Hucie | Prawidłowe Działanie w Domu |
|---|---|---|
| Mycie słoików i butelek po jogurcie ciepłą wodą z płynem. | Marnowanie czystej wody pitnej. Myjnie w zakładach recyklingu i tak korzystają z agresywnej chemii i wrzątku. | Wyrzuć opakowanie opróżnione z resztek jedzenia, zeskrobane łyżeczką. Nie myj pod kranem. |
| Wyrzucanie paragonów sklepowych do niebieskiego pojemnika na papier. | Papier termiczny z kasy fiskalnej zawiera bisfenol A (BPA) i nie nadaje się do odzysku celulozy. | Wyrzucaj paragony wyłącznie do czarnego pojemnika na odpady zmieszane. |
| Wrzucanie szkła żaroodpornego, szklanek i stłuczonego lustra do zielonego dzwonu. | Zanieczyszczenie partii stłuczki szklanej w hucie. Szkło techniczne nie topi się w temperaturze zwykłych butelek. | Szklanki, ceramikę, porcelanę i naczynia żaroodporne wyrzucaj prosto do zmieszanych. |
| Blistery po lekach z tabletkami wrzucane do plastiku lub zmieszanych. | Skażenie środowiska substancjami czynnymi z farmaceutyków, przenikanie do wód gruntowych. | Puste blistry do żółtego worka. Blistry z lekami wyłącznie do specjalnych pojemników w aptekach. |
| Zgniatanie butelek PET razem z nakrętką bez wypuszczenia powietrza. | Nadmuchana butelka w prasie belującej wybucha lub rozpręża się, niszcząc zbelowaną kostkę materiału. | Mocno zgnieć butelkę kolanem lub ręką, wypuść całe powietrze i dopiero wtedy zakręć luźno nakrętkę. |
Ile kosztuje nas brak odpowiedniego podziału surowców?
Koszty gospodarki odpadowej drastycznie rosną z roku na rok. Wrzucanie wszystkiego do jednego kosza to finansowa katastrofa dla samorządów. Unia Europejska narzuciła na państwa członkowskie rygorystyczne wskaźniki odzysku surowców. Zgodnie z dyrektywami, gminy muszą wykazać, że poddają recyklingowi określoną część zebranych śmieci komunalnych. Za brak osiągnięcia tych poziomów nakładane są potężne kary finansowe. Kto płaci te kary? Gmina. Skąd gmina ma pieniądze? Z opłaty śmieciowej pobieranej od mieszkańców.
System jest brutalny. Opłata marszałkowska za składowanie jednej tony odpadów na wysypisku rośnie systematycznie. Rząd robi to celowo. Składowanie śmieci w ziemi ma być najdroższą i najmniej opłacalną opcją zagospodarowania odpadów. Jeśli wrzucasz butelki plastikowe do czarnego kosza zamiast do żółtego, zmuszasz firmę komunalną do zawiezienia ich na sortownię odpadów zmieszanych, gdzie odzysk jest trudny i bardzo drogi, a reszta wędruje na składowisko lub do spalarni. Wyciągnięcie czystego surowca z żółtego worka to czysty zysk dla systemu. Zignorowanie podziału winduje koszty operacyjne do niebotycznych wartości. Rachunek ekonomiczny uderza bezpośrednio w nasze portfele pod postacią stawek od osoby lub od zużycia wody w bloku.
Gdzie oddać nietypowe przedmioty, takie jak baterie, leki czy gruz z remontu łazienki?
Zwykłe wiaty śmietnikowe to nie jest miejsce na odpady niebezpieczne ani budowlane. Postawienie starego telewizora obok kubła na osiedlu to jawne złamanie przepisów. Gminy mają obowiązek prowadzić PSZOK, czyli Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych. To tam bezpłatnie, w ramach comiesięcznej opłaty śmieciowej, oddajemy to, co nie mieści się w standardowych pojemnikach.
Opony samochodowe, resztki farb w puszkach, stare meble, gruz po remoncie, przepalone świetlówki, baterie, akumulatory, zepsuty sprzęt AGD i RTV. To wszystko ładujemy do bagażnika auta i wieziemy na PSZOK. Obsługa punktu waży nasz towar i kieruje do odpowiednich, bezpiecznych kontenerów. Płyty kartonowo-gipsowe mają w sobie siarczany, które w kontakcie z wodą na zwykłym wysypisku wydzielają toksyczny siarkowodór. Stare lodówki zawierają freon niszczący warstwę ozonową, a baterie wylewają do gleby ołów, kadm i rtęć. Zwykła śmieciarka odbierająca odpady zmieszane nie ma procedur na radzenie sobie z chemikaliami. Ich obecność w transporcie do sortowni to ryzyko skażenia całej partii biologicznej na zakładzie MBP lub wywołania pożaru na taśmociągu (nagminne samozapłony baterii litowo-jonowych ze starych telefonów wyrzuconych do czarnego kosza).
Wyzwanie dla Ciebie
Przestań wierzyć w bajki, że system komunalny załatwi wszystko za Ciebie za pomocą magicznych maszyn w zamkniętych halach. Technologia nie przeskoczy fizyki i chemii – brudny papier z pizzą zawsze zostanie brudnym papierem, a potłuczona szklanka w piecu hutniczym nie zamieni się w gładką butelkę po piwie. Masz pod zlewem pięć frakcji i jasne wytyczne na pojemnikach. Zorganizuj przestrzeń w kuchni tak, żeby wywalać plastiki, papier i szkło odruchowo, bez zastanawiania się nad każdym śmieciem. Zgnieć butelkę kolanem, wylej resztki zupy do toalety, wrzuć suchy karton do niebieskiego worka. System działa dokładnie tak dobrze, jak materiał, który dostarczysz na wejściu. Weź odpowiedzialność za to, co zostaje po Twoich zakupach na blacie kuchennym. Zrób to po prostu dla własnego portfela, zanim gmina w przyszłym roku znowu podniesie stawki za odbiór nieczystości z Twojego osiedla.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
- Czy śmieciarka na pewno nie miesza posegregowanych śmieci?
Nowoczesne śmieciarki są wyposażone w oddzielne komory wewnątrz bębna lub przyjeżdżają po różne frakcje w inne dni tygodnia. Mieszanie czystych surowców z odpadami zmieszanymi jest finansowo nieopłacalne dla firm komunalnych i grozi potężnymi karami. - Czy muszę myć pojemniki po jogurtach i słoiki przed wyrzuceniem?
Zdecydowanie nie. Opakowanie należy dokładnie opróżnić (np. zeskrobać resztki jedzenia), ale mycie pod bieżącą ciepłą wodą z płynem to marnowanie wody pitnej. Instalacje recyklingowe i tak posiadają potężne myjnie przemysłowe z chemią. - Gdzie wyrzucać paragony sklepowe?
Paragony z kas fiskalnych drukujemy na papierze termicznym, który zawiera szkodliwe substancje chemiczne (np. bisfenol) i nie nadaje się do odzysku celulozy. Wyrzucamy je wyłącznie do czarnego pojemnika na odpady zmieszane. - Dlaczego karton po pizzy nie może trafić do pojemnika na papier?
Tłuszcz z pizzy i resztki sera niszczą wiązania wodorowe włókien celulozowych. Brudny papier zanieczyszcza czyste partie makulatury w papierni, dlatego tłuste elementy należy oderwać i wrzucić do odpadów zmieszanych, a suchą pokrywę do papieru. - Co zrobić z przeterminowanymi lekami i starymi bateriami?
Są to odpady niebezpieczne, które nigdy nie powinny trafić do zwykłych domowych koszy. Leki odnosimy do specjalnych pojemników w aptekach, a baterie wrzucamy do skrzynek w marketach lub oddajemy bezpłatnie do lokalnego PSZOK-u. - Czy zgniecenie butelki plastikowej ma znaczenie?
Ogromne. Butelki w których zostało powietrze zajmują niepotrzebnie miejsce w śmieciarce i wybuchają w prasach belujących na sortowni. Zawsze zgnieć butelkę, wypuść powietrze i zakręć nakrętkę przed wyrzuceniem do żółtego worka.
Bibliografia
1. Główny Urząd Statystyczny – https://stat.gov.pl
2. Ministerstwo Klimatu i Środowiska – https://www.gov.pl/web/klimat
3. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – https://www.gov.pl/web/nfosigw
4. Polska Izba Gospodarki Odpadami – https://pigo.org.pl
5. Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy – https://ios.edu.pl





